h1

ROZDZIAŁ PIERWSZY: “Masz wiadomość!”

Marzec 10, 2009

Grudzień 2007, Szwecja

Masz wiadomość!

Blask ognia tlącego się niewyraźnie w ceglanym kominku ożywił jego dotąd znudzone,  błękitne tęczówki, a szczupłe, blade palce zacisnęły się na poręczy bujanego fotela. Choć spróchniałe drewno już dawno dało znać o marzeniu odejścia na należną po tylu latach użytkowania emeryturę, wciąż nie doczekało się eksmisji na strych, gdzie spokojny żywot kończyła reszta niepotrzebnych już rupieci. Siedzący na nim mężczyzna czuł sentyment do tego starego mebla.
- Dadi?
- Lukas, cicho… – Dawid machnął niecierpliwie dłonią uciszając pięć lat młodszego chłopca. Nadzwyczaj nie lubił jego towarzystwa, choć łączyła ich braterska więź. Mężczyzna traktował chłopaka jak natrętnego znajomego od kiedy dowiedział się o homoseksualizmie brata. Od kiedy pamiętał starał się grać osobę kpiącą z tej orientacji. W rzeczywistości jednak nie miał  nic przeciwko żadnym rodzajom miłości, które tylko nie wyrządzały krzywdy drugiej osobie.  Nie był jednak w stanie przyznać się do swojej akceptacji. Głównym powodem była jego znajomość z siedemnastoletnim Marciem, którego poznał internetowo właśnie przez Lukasa ręce i od tego czasu władały nim bardzo nieprzyjemne niepewności. Tym bardziej go to przerażało, że od pewnego czasu planowali z narzeczoną ślub.
- Ale, co się…
- Cicho bądź!

Masz wiadomość!

- Nareszcie! – zawołał gromko Dawid, w ułamku sekundy opadając na kolana przed leżącym na podłodze laptopem i, niemal agresywnie, nacisnął niewielki ENTER.
- Mail od Alicji – wyprzedził pytanie brata czytając zachłannie krótką wiadomość, z twarzą oddaloną od monitora zaledwie kilka centymetrów.
- Chryste Panie… – szepnął cicho odgarniając z oczu długie za ramiona, blond potargane włosy. Drobna zmarszczka zawitała przez chwilę na czole Dawida by już po chwili zniknąć na wskutek uśmiechu zalewającego jego twarz. Czując nagły przypływ krwi do mózgu zamknął laptopa i z kamiennym wyrazem twarzy, obrócił się przodem do rozbawionego jego zmianą nastroju brata i przytulił się do niego, przygniatając ciałem do podłogi.
- Lukas, Lukas, oblewamy!
- D… Dadi… Du…uu…sisz mnie…
- Stary, będziesz wujkiem! Alicja jest w ciąży! Rozumiesz?! Udało się! Jestem ojcem!
- Poważnie? – gdzieś zza pleców obu mężczyzn dobiegł ich zdumiony, wysoki głos. Dawid po raz pierwszy nie skrzywił się na widok chłopaka, który zadał pytanie, a który winny był orientacji brata Dadiego. Piotr, jak było mu na imię, zamknął czytaną wcześniej książkę i zdjął z piegowatego, lekko zadartego nosa okulary-połówki, po czym dodał ze stoickim spokojem – zejdź łaskawie z mojego panicza.
- Wybacz… – Dawid wstał, nieco zdegustowany, z czarnowłosego i wyjął z gablotki trzy kieliszki stawiając je entuzjastycznie na stoliku. Każdy z nich wypełnił nieco tylko rozcieńczoną sokiem pomarańczowym wódką.
- Na zdrowie, panowie! – zawołał, po czym uniósł delikatnie szkło w powietrze i jednym haustem opróżnił jego zawartość. Otarłszy wąskie usta rękawem szerokiej bluzy ze zdobionym barwami rasta, wyszytym na piersi konturem Afryki uśmiechnął się promiennie do towarzyszy.
- Kiedy ja nie piję…
- Daj spokój, Lukasku, taka okazja! – kieliszek Petera opustoszał.
- No właśnie, brat, wyluzuj! Nawet twój nieletni się ze mną napił! – niewielkie szkło napełniło się ponownie alkoholem.
- No, kochanie, trzy, cztery! Za świeżo upieczonego ojca! – wszystkie trzy gardła wypełniły się gorzkim płynem.

* * *


I wtedy… Wtedy jakbym obudził się z długiego snu. Zakończyło się dotychczasowe życie, wkroczyłem w strefę bardziej… Realną. Doznałem pewnego rodzaju przywrócenia do prawdziwego świata, a wszystko dookoła mnie odwróciło się do góry nogami. Alicja była w sześćdziesiątym dniu ciąży, kiedy się dowiedziałem. Nagle zrozumiałem, że zaledwie siedem miesięcy dzieli mnie od walczenia o to, czego nigdy nie dał mi mój własny ojciec…

* * *


Dziesięć lat wstecz

Dawid Iwanowicz nikogo nie nienawidził tak bardzo, jak mężczyzny, po którym odziedziczył nazwisko. Tych odpowiedzi na pytania: „gdzie mój tata, kto jest moim ojcem?”, wszystkie niosące jedno przesłanie: „to drań, nie warto go wspominać”. Od kiedy pamiętał wpajano mu, że nie ma sensu pytać o rodziców. W sierocińcu, w którym się wychował rodziny biologiczne zawsze były tematem tabu. Kto pamiętał – ten był szczęściarzem.
Jednak po kilku latach mieszkania tam stał się jednym z niewielu, którzy poznali prawdę. Prawdę o ojcu. O matce opiekunowie mówili niewiele, tyle tylko, że to dobra i piękna kobieta.
Tata? Był duchownym w miejscowej parafii, w dziewczynie zakochał się bez pamięci i dla niej pozostawił kapłaństwo. Wspólnie uciekli do stolicy, gdy jednak były kaznodzieja dowiedział się o ciąży, wpadł w alkoholizm. Wkrótce młoda dziewczyna z dzieckiem wylądowała na ulicy, bez środków do życia. Po porodzie oddała syna pod opiekę znajomej wychowawczyni w Domu Dziecka. Kilka godzin później popełniła samobójstwo.
Mężczyzna został skazany sądowo za nieumyślne spowodowanie śmierci.

* * *
Ja i Alicja… Jesteśmy młodzi. Wtedy mieliśmy po dwadzieścia, dwadzieścia jeden lat. Planowanie dziecka w tym wieku było naszym osobistym błędem, zbyt chcieliśmy biec do przodu… Dwa lata wcześniej się zaręczyliśmy, pozostało nam niewiele czasu na pobranie się – datę ślubu wyznaczyliśmy na czternasty dzień od daty odebrania przeze mnie maila. Wciąż zastanawiam się po co był nam ten pośpiech. Ledwie zastanowiliśmy się nad naszym uczuciem, a już wkroczyliśmy na etap tak wielkich planów. Wszystko działo się stanowczo za szybko. Nie mieliśmy nawet czasu zauważyć, że w naszym wspólnym biegu gdzieś się minęliśmy. Aż w końcu doszło do tego, że Lukas napił się ze mną po raz drugi…

* * *

 

29 grudnia 2007, Szwecja
Dawid zataczał leniwie łyżeczką niewielkie okręgi w szklance zimnej już herbaty. Siedział na podłodze swojej sypialni, wpatrując się tępym wzrokiem w kanarkowożółtą ścianę. W niektórych miejscach zauważyć można było prześwity bieli – poprzedniego koloru pokoju. Został on odmalowany na prośbę Alicji, która twierdziła, że pomieszczeniu brak ciepła. Minęło zaledwie siedem dni od momentu, w którym dowiedział się o ciąży partnerki a ta odwiedziła go mówiąc,          że nie jest pewna swoich uczuć. Podobno poznała innego mężczyznę, który zarabiał o wiele więcej od chwilowo bezrobotnego Dawida – Alicja była zdania, że narzeczony nie byłby w stanie utrzymać ani jej ani dziecka.

Mężczyzna westchnął ciężko, odgarniając z twarzy długą do nosa grzywkę i omiótł spojrzeniem pomieszczenie. Właściwie wszystko w nim kojarzyło mu się w jakiś sposób z byłą partnerką. Nagie panele, które uważała za bardziej precyzyjne od ciężkich do wyczyszczenia dywanów, a które kładli własnymi rękami u początków związku. Trzy szafy stojące przy ścianie prostopadłej do tej, na którą padał jego wzrok świeciły ulubionymi książkami kobiety. Poustawiała je kolorystycznie w równych, pedantycznych wręcz rzędach na półkach umiejscowionych pomiędzy kolejnymi drzwiczkami ozdobionymi plakatami jej ulubionych postaci medialnych. Przeważały gwiazdy rocka z lat osiemdziesiątych oraz  twarze Elvisa Prasleya i Marilyn Monroe. Po przeciwległej stronie, na ledwie widocznym spod warstwy luźno rozrzuconych kartek ze szkicami Dawida biurku stojącym pod dużym oknem znajdowała się tablica korkowa oparta o parapet. Wisiały na niej wydrukowane, wspólne zdjęcia młodej pary; z pierwszych randki i wakacji, dnia zaręczyn, pobytu na plaży… Uwieczniony pocałunek. Dawid pokręcił głową zauważając fotografię i przetarł dłonią czoło w geście zmęczenia.

Młody teolog uniósł nieco biodra aby wyjąć z kieszeni szerokich dżinsów portfel. Trzęsącymi się dłońmi wyjął z niego niebieskie, prostokątne opakowanie i przezroczysty woreczek niewielkich rozmiarów. W środku widać było zielone zbite drobinki, z kartonika z kolei wyciągnął cienką, beżową bibułkę. Całość położył sobie na kolanach i zdjętą z nadgarstka gumką związał włosy opadające wciąż natrętnie na zmęczoną wspomnieniami i gorzkimi myślami twarz. Po chwili

rozwarł woreczek i wyjął z niego dwie „kuleczki”, po czym rozkruszył na opakowaniu po bibułkach. Dołączył do tego kolejne dwie ilości zbitej marihuany, po czym wsypał całość na rozłożony papierek. Z uśmiechem na ustach oderwał z niebieskiego pudełeczka jego fragment i zwinął w rulonik zaczepiając o bibułkę, po czym okręcił dookoła kartonika. Zwinąwszy całość na kształt papierosa przesunął językiem po długości boku karteczki i przykleił ją w ten sposób solidnie do powstałego skręta.

-Intensywnie pachniesz – uśmiechnął się Dawid, unosząc woreczek z marihuaną na wysokość oczu.  Zamknąwszy go szczelnie schował do portfela po czym wyjął z niego czerwoną zapalniczkę i podpalił bibułkę, z drugiej strony wkładając do wysuszonych, popękanych ust.

Otoczyło go przyjemne ciepło. Czuł jak wciągany dym rozlewa się po jego ciele wprowadzając powoli w błogostan, z każdym kolejnym zaciągnięciem się coraz bardziej wyciszając i zamykając kolejne drzwi do umysłu natrętnym myślom. Chciał wyłączyć się na wspomnienia o Alicji, choć na moment zapomnieć o tym, że mający odbyć się w następną niedzielę ślub nie dojdzie do skutku. Dawid zamknął coraz cięższe powieki i podążył na ślepo w kierunku łóżka. Zgasił na ścianie wypalonego jointa i, czując narastającą senność, położył się na poduszce pachnącej mocnymi perfumami Alicji. Nie zwrócił jednak na to najmniejszej uwagi – zbyt drażniło go wrażenie jak gdyby jakaś niewidzialna siła zalała ołowiem jego nogi.

Czuł się jakby śnił na jawie. Stały nad nim dwie osoby – nie widział ich, jednak słyszał rozmowę i był w stanie poznać po głosach. Lukas z Piotrem rozprawiali o czymś żywo; do Dadiego dochodziły tylko pojedyncze słowa. „Zioło”, „naćpany”, „Alicja”, „woda”. Po niedługim czasie czyjeś dłonie ułożyły na jego gorącym czole chłodny, wilgotny ręcznik i w pokoju zapadła cisza.

 

- Nie wiem co się z nim dzieje.

- Mam wrażenie jakby zamienił się z kimś na dusze…

- Myślicie, że to przez Alę?

- Nie do końca, przecież nawet świąt nie obchodził a były kiedy jeszcze byli razem!

- Rzeczywiście…

Dawid leżał na twardym materacu nie otwierając oczu. Obudził się już dawno, słysząc jednak odgłosy rozmowy i swoje imię w niej zawarte postanowił udawać, że wciąż śpi.

- Jeśli nie przestanie palić będzie miał poważne kłopoty.

- Masz rację. I tak już dziś chciałam dzwonić po karetkę, przestraszył mnie…

- Jeśli wyląduje na pogotowiu lekarze od razu podadzą to na policję.

- Posiedziałby sobie trochę!

- Dajcie spokój – syknął w końcu mężczyzna i uniósł się na łokciach. Automatycznie poczuł w czaszce przeszywający ból a na gardle irytującą suchość.

- Dobrze wiesz, że będziesz mieć problemy! – wzburzony głos dwudziestojednoletniej blondynki dobiegł Dadiego gdzieś spod oddalonego trzy metry okna. Bujała się powoli na drewnianym taborecie, raz po raz ukazując w ten sposób długie, zgrabne nogi spod dżinsowej spódniczki sięgającej połowy ud. Dziewczyna założyła ręce na podkreślonych przez obcisłą, różową koszulkę piersiach i zmierzyła Dawida srogim spojrzeniem.

- Aktualnie moim największym jest brak wody – tamten odbił piłeczkę, sięgając po paczkę papierosów leżącą na szafce nocnej tuż obok łóżka.

- Ale…

- Agato, on ma rację. Dajmy mu spokój, to jego życie się niszczy, nie nasze  – drugi z poprzednich rozmówców przerwał młodej kobiecie zwracając na siebie uwagę Dawida. Niska, ekscentryczna postać siedziała przy rogowym stoliku przepisując na białą kartkę nuty ze śpiewnika. Roztrzepane na całej głowie, średniej długości brązowe włosy dodawały jego wizerunkowi artystycznego nieładu, który idealnie pasował do pasji gry na pianinie. Z kolei w połączeniu z obowiązkowym przy zawodzie prawnika garniturem i niepasującymi do niczego, skórzanymi sandałami sprawiały wrażenie zagubionej w tamtejszym świecie osoby pochodzącej z przeszłości. W pewien sposób łączyło się to z nadanym mu złośliwie pseudonimem „Odyseusz”. Miał on także duże połączenie z zamiłowaniem dwudziestoczterolatka do odbywania długich, pieszych podróży. Mężczyzna bez żadnego bagażu opuszczał dom na kilka miesięcy, na początku nieco stresując przyjaciół swoim dziwnym hobby.

- Dziękuję, Odysie – uśmiechnął się Dawid po czym zrzucił z siebie białą kołdrę i jęknął odpaliwszy papierosa – ale mam kaca…

- I dobrze ci tak! – Agata ledwie wypowiedziała te słowa, a już po chwili leżała plecami na ziemi. Taboret w wyniku nadmiernego bujania postanowił złamać nogę.

- Tobie również – skwitowali naraz zajście obaj mężczyźni wybuchając gromkim śmiechem.

- Bardzo śmieszne. Dawid, Marcin ci odpisał.

- Gdzie?

- Na łapce gołębia pocztowego! – poirytowała się Agata. Dłonią zakrywała krwawiącą przez upadek wargę zmazując w ten sposób czerwone ślady i różowy, brokatowy błyszczyk.

- Podaj mi komputer.

- Powiedz mi – Odyseusz spojrzał na Dadiego znad prostokątnych okularów zakrywających duże, orzechowe oczy – czemu tak entuzjastycznie na niego reagujesz?

- A dlaczego nie?

- Ilekroć ktoś zwraca ci na to uwagę albo się rumienisz, albo denerwujesz, albo zmieniasz temat.

- Niepra…

- Przecież widzę!

- Co was właściwie obchodzą moi znajomi?

- Właśnie o tym mówię. Nie potrafisz odpowiedzieć na pytanie.

- Po prostu mi wyjaśnij dlaczego tak nagle zainteresowaliście się Marcinem.

- Od kiedy go poznałeś twój związek z Alicją osłabł i przestałeś się nią interesować. Stałeś się bardziej wyczulony na orientację Lukasa i jeszcze bardziej niż wcześniej dogryzasz mu z jej powodu.

- Sugerujesz coś? – Dawid mierzył przyjaciela wrogim spojrzeniem mając wrażenie, jakby krew z nerwów rozrywała mu żyły.

- Kryptobiseksulizm.

- Na podstawie tego, że rozmawiam z jakimś gościem?

- Odliczając plakat nagiego Daniela Radcliffa na ścianie, którego nie powiesiła tam Alicja bo go nie lubi i kobiece cechy twojego charakteru to tak, tylko na podstawie Marcina.

- Po prostu bardzo lubię sztukę, w której wtedy występował! I nie jestem kobiecy!

- Nie oglądałeś jej Dadi… I co to w ogóle za słowo? „Dadi”?

- Oglądałem! A ten skrót wymyśliła Agata.

Odyseusz westchnął ciężko, kręcąc głową z pobłażliwym uśmiechem. Już od dawna było dla wszystkich wiadome, że Dawid poszedł w ślady brata i przyjaciele czekali tylko, aż sam im to oznajmi. W całej tej grupie nigdy nie miały miejsca negacje rasowe, orientacyjne właśnie czy wyznaniowe.

- Czego ty się właściwie boisz? – spytała Agata poważnym tonem. Gdy nie otrzymała odpowiedzi zwróciła wzrok kasztanowych oczu ozdobionych długimi, sztucznymi rzęsami na Dawida. Dostrzegł w nim wyrzut. – Przecież dobrze wiesz, że nie jesteśmy głupi. Nietrudno jest zauważyć niektóre rzeczy.

- Jesteście nienormalni – wysyczał mężczyzna przez zęby. – Wy i te wasze stuknięte dochodzenia. Co wam daje ten nacisk, co? Czemu tak bardzo zależy wam żebym był gejem? Może mam zmienić orientację żebyście poczuli się usatysfakcjonowani?

- Nie, w porządku. Przecież to ty najlepiej wiesz kim jesteś.

- To był sarkazm?

- Zaraziły cię nasze teorie spiskowe? Posłuchaj, Dadi. Mi jest obojętne to z kim chciałbyś stanąć przed ołtarzem. Po prostu ostatnio naprawdę dość podejrzanie wygląda ta znajomość. W każdym razie przestań chociaż truć życie bratu swoimi docinkami.

- Nie umiem zaakceptować czegoś takiego!

- Więc dlaczego do mnie nic nie masz?

Dawid otworzył kilkakrotnie usta, jednak z braku sensownej odpowiedzi zamknął je i wzruszył tylko ramionami. Rzeczywiście, dla Lukasa był wyjątkowo nieprzyjemny a nie był przecież jedyną osobą w ich towarzystwie powiązaną z homoseksualizmem. Agatę poznali – pewnego dnia w klubie – właśnie dlatego, że łączyła ją z Lukasem wspólna „odmienność”. Dawidowi nigdy nie przeszkadzał związek kobiety z piękną Martą.

- Sam widzisz – dziewczyna uniosła wysoko idealnie wyrównane brwi. – Cierpisz na jakąś niezrozumiałą odmianę homofobii i byłoby miło, gdybyś się jej pozbył. Lukas jest moim przyjacielem. Zresztą sam dobrze wiesz, że jest chory i naprawdę mało mu z życia zostało…

- Miło, że we mnie wierzysz – przerwał Agacie wysoki, chłodny głos Lukasa dobiegający gdzieś spod drzwi wejściowych – tym bardziej, że ja mam zamiar jeszcze długo sobie pożyć. Dawid, Alicja przyszła. Wpuścić ją?

- Tak, wpuść…

- Przepraszam – szepnęła tylko kobieta, gdy za siedemnastoletnim nosicielem wirusa HIV zamknęły się z hukiem drzwi.

Jedna uwaga

  1. Wow! Ostry rozdział, bardzo dobitne riposty.
    Trudne działo sobie wytoczyłaś jak na temat do pisania. Ciekawa jestem jak się to wszystko u Ciebie dalej potoczy.
    Pozdrawiam :)



Dodaj komentarz

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Zmień )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Zmień )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.